"Miłość to jest takie coś, czego nie ma. To takie coś co sprawia, że nie ma litości... To tak jakby budować dom i palić wszystko wokół... Miłość to jest słuchanie pod drzwiami, czy to jej buty tak skrzypią po schodach, miłość jest wtedy, jak do czterdziestoletniej kobiety wciąż mówisz Moja Maleńka i kiedy patrzysz jak ona je, a sam nie możesz przełknąć... Wtedy, kiedy nie zaśniesz, zanim nie dotkniesz jej brzucha... Wtedy, kiedy stoicie pod drzewem, a ty marzysz, żeby się przewróciło, bo będziesz mógł ją osłonić."
<Leon, "Sara">
Chyba każdy wie, że lubię pisać - na każdy temat i w każdej formie. Każda sposobność do wyrzucenia z siebie słów jest dobra. Ostatnio nawet usłyszałam, że piszę literackie sms'y. Tak już mam. Dlatego, jeśli tylko mam na to czas piszę dla kogoś (albo powiedzmy sobie szczerze ZA kogoś) wypracowania - bywa i tak, że trafiają one do Gorzowa, czy Wrocławia, bo tak to jest, jak się ma przyjaciół w całej Polsce.
Parę dni temu zostałam poproszona o napisanie rozprawki "Czym jest miłość?". Temat piękny i szeroki, taki, w którym można powiedzieć wiele pięknych słów, ale też temat zupełnie nie do napisania. A na pewno ja się tego nie podejmę. Bo nie chcę dzielić się moim spojrzeniem na miłość, które zupełnie sucho i bez emocji oceni pod względem jedynie merytorycznym jakaś wąsata, gruba polonistka. A przecież jest o czym pisać. Tylko problem tkwi w tym, że nie wiem czym jest miłość. Nie ma przecież książkowej definicji, nie da się jej zamknąć w ramy, ani okiełznać. Miłość po prostu jest, albo jej nie ma. Miłość to dla mnie te cudowne uczucie, kiedy moje całe ciało przechodzi dreszcz, kiedy mój Mężczyzna kładzie swoją dłoń na moim brzuchu. To ta siła, która nagle odczuwam, kiedy wiem, że On jest smutny i chcę udźwignąć swoimi wątłymi barkami Jego problem. Miłość, to chęć nauczenia się Jego twarzy na pamięć, tak, żebym mogła odtworzyć ją w każdej chwili zwątpienia, czy tęsknoty. To ten okropny ból żołądka, kiedy wiem, że zrobiłam coś źle i zaraz będę musiała spojrzeć Mu w oczy. Miłość, to te wszystkie nieopisywalne chwile, te nieuchwytne sekundy, które nawet nie wiemy, że mijają, bo liczy się tylko Jego obecność. Miłość, to ciepło Jego kieszeni, kiedy zapomnę rękawiczek. To ta świadomość, że nie jestem sama. Miłość, to ta chwila, w której nie zaśniesz dopóki nie sprawdzisz czy On śpi. I to ciepło, szczęście, ulga - multum uczuć kłębiących się w sercu, których nie potrafię opisać. Miłość, to zwyczajna chęć spędzenia z kimś całego życia. To dla mnie coś bardzo cennego, intymnego. To dla mnie coś zbyt pięknego, by jakaś wąsata, gruba polonistka przezywała to ze mną, przetrawiając każde słowo razem z kanapką z pasztetową. Moja miłość to coś bardzo ważnego. I od pewnego czasu bardzo oczywistego, bo jak GO NIE KOCHAĆ?
komentarze (2) | dodaj komentarz